Ta odsłona pamiętnika Rzeckiego rozpoczyna się od informacji o nowym sklepie założonym przez Wokulskiego. Ignacy opisuje jak to ludzie śmiali się z nich, że tyle pieniędzy wydają na wystrój sklepu. I o zapewnieniach Stanisława, że to im się opłaca.
Następnie cofa się w swoich wspomnieniach do roku 1846 i losów Napoleona i swojej wyprawy na Węgry podczas Wiosny Ludów w 1848 roku.
Poszedł on wraz z Katzem do węgierskiej armii. Gdzie przebywali do 1849 roku. Opisuje swoje losy w wojsku, jak byli przyjmowani, a także skupił się na jednej bitew, w której brali z przyjacielem udział. Była to najprawdopodobniej ostatnia wygrana bitwa przez ich oddziały.
Dalej panowie tułali się po Węgrzech. Po kolejnych przegranych wojsk węgierskich Katz załamał się. Pewnego wieczoru znaleźli go martwego. Zastrzelił się, podczas jednego z postojów w drodze.
W dalszą drogę wybrał się już Rzecki bez przyjaciela. Los rzucał go po Europie. Często po nocach śnił o ojczyźnie i płakał do niej jak dziecko.
W grudniu 1851 roku znalazł się wreszcie w Tomaszowie, dalej trafił do Zamościa. Bez względu na to co wtedy się działo, Rzecki czuł się wtedy najszczęśliwszy na świecie. W Zamościu spędził rok. Pisał do Mincla i jak sam nadmienia ponoć dostał od niego odpowiedź i pieniądze, ale niestety żadna z tych rzeczy nie dotarła do jego rąk.
W 1853 roku dzięki wstawiennictwu Mincla Rzecki odzyskał wolności i mógł wrócić do Warszawy. Przywrócono mu też stopień oficerski, który oprócz dwóch ran w pierś i nogę pozostał mu jako pamiątka z Węgier.
Po opuszczeniu więzienia Ignacy dostaje od nieznajomego Żyda list i pieniądze. Okazuje się, że to pryncypał przysyła mu to wszystko z informacją, że ma się zgłosić do sklepu na Krakowskim Przedmieściu. Będzie tam na niego bowiem czekała posada. Jednocześnie Rzecki z listu dowiaduje się, że jego ciotka i Raczek nie żyją, a on otrzymał po nich spadek.
Ten sam Żyd, który przyniósł list zabiera Rzeckiego do siebie, daje ubrania, karmi i wyprawia w dalsza drogę. Po długiej i jak się potem okazało nieco uciążliwej drodze, uszczęśliwiony Ignacy znalazł się wreszcie u drzwi sklepu Jana Mincla (syna).
W sklepie oprócz pryncypała zastał jego babkę, która z wielką radością przywitała przybysza i jak zwykle poczęstowała kawą i bułeczkami. Sam Jan zaś na widok Rzeckiego wysłał natychmiast służącego do swojej ukochanej z informacją, że ślub będzie zaraz po Wielkanocy.
Po chwili dołączył do nich drugi z braci Minclów Franc. Ponieważ akurat był skłócony z bratem, zaprosił Rzeckiego na wieczór do siebie w gościnę.
Bracia kłócili się nieustannie. Jan bonapartysta, nie mógł znieść Franca, który gardził Napoleonem. Jednak mimo tych ciągłych sporów, bracia ręczyli za sobą, i trzymali się razem. Doszło do tego, że tuż przed śmiercią Franca w 1856 roku bracia zdąrzyli się kilka razy wydziedziczyć.
Jednocześnie z rozrzewnieniem Rzecki wspomina, jak spędzali wszyscy razem z Minclami i Małgosią wieczory u babci Minclowej. W opowieść sprzed lat wtrąca swoje uwagi na temat postępowania Wokulskiego. Swoje obawy i rozterki i pytania dotyczące celu jego działań.
Opowiada też o nowym sklepie Wokulskiego i podejmowanych przez niego działaniach. Nie widzi w tym sensu, zaczyna się zastanawiać czy Stanisław nie prowadzi jakiś tajemnych działań na rzecz kraju. Wokulski bowiem kupił powóz i zaczyna uczyć się angielskiego. Jednocześnie odbywając z kimś tajemne spotkania. Cała ta sprawa bardzo nurtuje starego subiekta.
Wraca do tematu swojego nowego pokoju, przedstawia on stosunki panujące w nowym sklepie między pracującymi tam subiektami.
Trwa między nimi rozłam, starzy pracownicy raczej są za sobą, nowi trzymają się razem, a miedzy nimi miota się pan Zięba, próbując scalić ich w jedno. Jest jednak coś co ich łączy, ale nie jest to chlubne. Wszyscy lubią dokuczać Henrykowi Szlangbaumowi. Tylko dlatego, że jest on Żydem.
Uspokoić tę swoista nagonkę, próbował Rzecki, świadcząc za Henrykiem. Zakończył ją teoretycznie Wokulski, przywołują pracowników do porządku, ale tak naprawdę w tajemnicy trwało to wszystko nadal.
W swoim pamiętniku wraca też Ignacy do wyrzuconego ich starego sklepu Marczewskiego. Zgodnie z obietnicą daną przez Wokulskiego hrabinie Karolowej pracował on w Moskwie i przeszedł tam na socjalizm. Podczas swojej wizyty w warszawskim sklepie pokrzyżował plany Rzeckiego mające na celu wyswatanie Wokulskiego. Staremu subiektowi bowiem bardzo zależy by jego Stach nie był samotny.
Marczewski jednak wyraża się tak o kobiecie, którą miał na oku Rzecki (a i Wokulski, bo to ta sama niewiasta, którą widział w Wielką sobotę z córką w kościele), dając do zrozumienia, że ma z nią jakieś zażyłe kontakty.
Podczas poświęcenia nowego sklepu, odbyła się wielka gala. Dodatkowo był obecny reporter, który to wszystko opisywał. Jak mówi Ignacy, nie miało to wiele wspólnego z danym święceniem sklepu i towarzyszącym mu rytuałom .
Podczas tego przyjęcia Marczewski uświadomił też staremu subiektowi, że to wszystko co do tej pory robił Wokulski, a także to całe przyjęcie robi dla panny Łęckiej. Rzecki nie chciał w to uwierzyć. Kazał odstawić Marczewskiego do pokoju, sam zaś udał się do doktora Szumana, by pomówić o swoich obawach. Oboje dochodzą do wniosku, że to cos się dzieje ze Stachem może doprowadzić do tragedii.
Stary subiekt kończy swój pamiętnik stwierdzeniem, że Bóg wie więcej o Wokulskim niż znajomy doktor i może on uchroni jego przyjaciela od nieszczęścia.
Następna część streszczenia - rozdział 11
Poprzednia część streszczenia - rozdział 9