W dniu kiedy miał odbyć się wyścig, Wokulski wstał już o 5 i pojechał do swojej klaczy. Przez jego głowę, przetaczały się setki myśli dotyczących zawodów i tego co będzie po nich.
Przed zawodami, Wokulski rozmawia z dyrektorem i dżokejem, który ma jechać na jego klaczy.
Obiecuje chudemu chłopakowi, nawet 100 rubli ponad obiecaną zapłatę za zwycięstwo w wyścigu.
Wokulski udał się następnie na widownię by poszukać panny Łęckiej, nie zauważywszy jej zaczął schodzić. Po drodze na drodze staje mu 2 mężczyzn, którzy komentują fakt, iż ledwie Wokulski dorobił się czegoś a już stawia klacz do wyścigów. Na widok Stanisława jeden przeprasza jednocześnie podając swoje nazwisko – Wrzesiński. Na to Wokulski odpowiada, że ma o swoim postępowaniu takie samo zdanie jak on i w wyścigach puszcza konia pierwszy i ostatni raz.
Oglądając program zawodów dochodzi do wniosku, że chyba oszalał. Rozglądał się po otoczeniu i wszystko wydawało mu się bezsensowne. W chwili gdy zabrzmiał głos ogłaszający pierwszą gonitwę zobaczył powóz hrabiny, którym przybyła Izabela towarzystwie ojca, ciotki i prezesowej Zasławskiej.
Stanisław nie zważając na ludzi zbiegł by ich przywitać. Łęcki spytał go czy faktycznie kupił klacz od Krzeszowskich, Izabela zaś ze śmiechem informuje go, że już jeden zakład dzięki niemu wygrała. Drugi jest o to czy klacz wygra.
Po 3 wyścigu jasnym się staje, że i ten zakład Izabela wygrała. Sułtanka przybiegła na metę pierwsza. Wśród towarzystwa wybuchła ogólna radość spowodowana tym faktem i utarciem nosa hrabiom. Pieniądze z wygranej daje Wokulski Beli, w przeznaczeniem na ochronkę.
Do towarzystwa zbliża się bardzo zirytowany całą sytuacją Krzeszowski. Ironicznie składa im gratulacje, komentując, że mężczyzna uwielbiający Izabelę wybija ją się jego kosztem. Po tych słowach Wokulski żąda od niego satysfakcji. Podając jakiś błahy tego powód. Baron godzi się na to.
Po wyścigach Wokulski jedzie do doktora Szumana. Prosi przyjaciela by ten zechciał zostać sekundantem podczas pojedynku z baronem Krzeszowskim. Drugim obecnym przy pojedynku ma być Rzecki. Doktor zgodził się na prośbę przyjaciela.
Następnego dnia koło 5 po południu w milczeniu udają się oni do hrabiego – Anglika sekundanta Krzeszowskiego. Podczas spotkania, sekundanci barona proponują przeprosiny, byle obyło się bez pojedynku. Wokulski idzie jednak w zapartą. W końcu ustalona jest data spotkania: następny dzień godzina 9.
Wokulski jest bardzo pewien wygranej. Tak się też rzeczywiście staje. Zgodnie z umową pojedynek miał się skończyć w chwili, gdy któryś z nich zostanie ranny. Baron traci ząb. Między przeciwnikami dochodzi do pojednania.
Baron prosi Wokulskiego na słówko, pytając o prawdziwą przyczynę wyzwania go na pojedynek. Wokulski nie ukrywa, że była to odpowiedź na jego słowa, które obraziły Izabelę.
Po tej wymianie zdań, obie strony udały się do domów.
Trzy dni później Wokulski odbywał kolejną lekcję angielskiego. Nikt nie wiedział co to za tajne spotkania odbywa on z panem Wiliamem Colins. Służący więc podglądnął ich przez dziurkę od klucza, usiłując coś zasłyszeć. Wokulski zaś siedział i skrzętnie coś notował. Jedyne jednak co się dowiedział, to to, że mężczyźni rozmawiają w jakimś obcym języku.
W pewnej chwili lokaj przerywa trwająca lekcję. Do Wokulskiego przybył bowiem Maruszewicz. Przyszedł on powiadomić Wokulskiego, że mimo iż Szlangbaum go prosił o pomoc w podbiciu stawki za kamienicę Łęckich, on nie weźmie w tym udziału.
Wokulski mimo, że nie pada nazwisko żyda, wie kto poprosił go o pomoc. Po tym incydencie i po wcześniejszej sprzedaży klaczy ma o tym człowieku bardzo złe zdanie. Maruszewicz opuszcza pokój Stanisława.
Następnego dnia przybywa kolejny raz, tym razem oczekuje Wokulskiego w sklepie. Prosi on go w imieniu barona o pożyczkę 1000 rubli. Stanisław godzi się najwyżej na 300 - 400 rubli i to na kwity od barona. Maruszewicz obiecuje wrócić z nimi za godzinę. Wokulski podejrzewa, że mężczyzna chce pieniądze dla siebie nie dla barona, stąd jego postawa.
Po otrzymaniu pieniędzy Maruszewicz wychodzi na ulicę, w duchu zaś odmawiając na Wokulskiego.
Do zatopionego w rozmyślaniach, nad swoim postępowaniem i ostatnimi wydarzeniami pryncypała przybywa adwokat księcia. Namawia Wokulskiego do zmiany postępowania, gdyż jego zdaniem w ten sposób może doprowadzić się do bankructwa. To zaś działa odstraszająco na ludzi, którzy mają być z nim w spółce.
Wokulski zdenerwowany tym co słyszy, mówi, że nie chce tej spółki, że to on innym, a nie oni mu robią tym przysługę. Ma dość tego, iż ktoś mówi mu co ma robić. Adwokat stara się go uspokoić. Namawia też by odstąpił od zakupu kamienicy. Wokulski po jego słowach postanawia podstawić kogoś za siebie w tej licytacji.
Po odejściu adwokata, prosi starego przyjaciela Rzeckiego by ten wyjawił mu co o nim mówią w towarzystwie. Ignacy mówi mu, iż otoczenie wróży mu bankructwo. Sam zaś sugeruje by przyjaciel się opamiętał i wycofał się z tej awantury którą wpadł. Chodzi mu rzecz jasna o Belę. Wokulski jednak nie potrafi z niej zrezygnować.
Ich rozmowę przerywa przybycie lokaja z listem od Łęckiego. Na życzenie Izabeli pan Tomasz zaprasza Wokulskiego na obiad następnego dnia. Zaskoczony Stanisław siada, po krótkim czasie odsyła lokaja z listem i odpowiedzią.
Rzecki, który na chwilę wyszedł do sklepu, powraca i nadal prosi o opamiętanie przyjaciela. Wokulski jednak odpowiada mu tylko, że bez względu nan wszystko on się nie cofnie z obranej drogi. Takie szczęście jakie on chce jest tego warte, na kolejne pytanie Ignacego już nie odpowiada i wychodzi.
Następna część streszczenia - rozdział 14
Poprzednia część streszczenia - rozdział 12