W dniu obiadu Bela wróciła od hrabiny o 5 po południu. Na jej obliczu widać było obraz rozmarzenia i rozgniewania co dodawało jej wiele uroku. Te kontrastowe uczucia miotały nią w związku z wizytą tragika włoskiego Rossiego, który przybył do Warszawy. Odwiedził on też hrabinę wypytując o Izabelę, co bardzo uszczęśliwiło pannę. Nie zastawszy jej obiecał powtórną wizytę. Izabela czekała na niego u ciotki, ale się nie zjawił stąd to rozgniewanie.
W domu Izabela sięga po egzemplarz "Romea i Julii", który otrzymała jakiś czas temu od tragika. Jednocześnie zastanawiając się jakby to było wspaniale gdyby Rossi do niej przybył do domu, było by tak romantycznie.
Po chwili uświadomiła sobie, że niedługo na obiedzie będzie u nich Wokulski. Jednak zestawienie kupca i tragika tylko ja rozbawiło. Jednocześnie Izabela czytając książkę rozmyślała, że nie ma nikogo z kim mogłaby mówić o swoich pragnieniach i uczuciach. Myśli o tym, że może Wokulski nadał by się od takich rozmów, może nawet bardziej niż Rossi.
Pan Tomasz zaś przechadzał się po pokoju, planując kolejne interesy z Wokulskim i kalkulując w głowie prawdopodobne zyski jakie może w ten sposób mieć.
W tym czasie gdy Bela pochłonięta lekturą i przemyśleniami odpoczywała w sowim pokoju, Pan Tomasz zaś rozmyślał o pieniądzach, do ich domu przybył Stanisław.
Wizyta rozpoczyna się od rozmowy mężczyzn na temat sprzedaży kamienicy. Tomasz zarzeka się, że cały zysk jaki uzyska z tej licytacji przekaże Wokulskiemu. Ten obiecuje mu 20% od zysków płatne co 6 miesięcy. Pan Tomasz wyraża zgodę. Następnie obaj przechodzą do salonu, czego potem Stanisław nie umie sobie w żaden sposób przypomnieć.
Wokulski w salonie dostrzega Izabelę. Wymieniają między sobą grzecznościowe zdania, po czym wspólnie wraz z Florentyną zasiadają do stołu. Ku własnemu zdziwieniu Stanisław siedząc blisko Izabeli nie czuł już szału uczuć, jaki kierował nim wcześniej. Zaczyna się więc zastanawiać co tak naprawdę mu w duszy gra.
Obserwował towarzystwo i analizował ich zachowania. W chwili gdy podano sandacza sięgnął po nóż i widelec, a pan Tomasz chcąc się mu przypodobać uczynił to samo. Kobiety jęknęły na ten widok.
Wokulski doszedł do wniosku, że to całe towarzystwo jest po prostu głupie. Dochodzi do wniosku, że nim obiad się skończy odkocha się całkiem.
Przy stole zaczyna się zainicjowana przez Izabelę rozmowa na temat sposobu jedzenia ryby. Pan Tomasz dalej chcąc przypodobać się gościowi, mówi, ze nie ma w tym nic złego, że to przesąd. Wokulski zaś wyraża osąd, że to nie przesąd tylko przeniesienie tradycji z miejsca gdzie była, tam gdzie jest inna. Wokulski wygłosił też swoją teorię podpierając się obserwacjami angielskich lordów, że należy jeść jak człowiekowi jest wygodniej.
Jego zachowanie i słowa wywołały podziw u Beli. Wokulski mówi, że nie chce być niewolnikiem etykiety.
Po obiedzie pan Tomasz otrzymuje list od hrabiny, posłaniec zaś czeka na odpowiedź. Izabela, która wie, że list w rzeczywistości napisał jej ojciec sam do siebie, by móc po obiedzie się przespać, zabiera Wokulskiego do salonu. Tłumaczy to potrzebą spokoju dla pana Tomasza, gdy będzie odpowiadał na otrzymany list.
Wokulski dziwnie się czuje pozostawszy sam na sam z Izabelą. W niej też trwa wielka walka emocji. Postanawia jednak go kokietować. Rzucając mu czarowne spojrzenia, zaczarowała Wokulskiego. Cisza jaka między nimi zapadła wydaje się jej jednak nieprzyzwoita, by ją przerwać wraca do sprawy pojedynku.
Izabela dziękuje mu za wszelkie przysługi jakie jej wyświadczył. Wokulski czuje się tym zmieszany. Prosi ją by dalej mógł jej pomagać i służyć póki starczy mu sił.
Przed opuszczeniem domu Łęckich, Wokulski słyszy kolejne zaproszenie do odwiedzin i na wyprawę do Paryża. Izabela obiecuje mu tam świetną zabawę.
Następna część streszczenia - rozdział 17
Poprzednia część streszczenia - rozdział 15