Rozdział 18

 

Streszczenie Rozdział XVIII: Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta.

Stary subiekt łamie sobie głowę nad zachowaniem pryncypała. Ni stad ni zowąd zaczął on się bowiem interesować teatrem. Nie tylko stary subiekt jest zgorszony zachowaniem Wokulskiego, który zamiast pilnować interesów zaczął spędzać całe dnie na przedstawieniach. Któregoś razu Szlangbaum chciał zaproponować mu jakiś dobry interes i stracił pół dnia na poszukiwaniach go, a Wokulski przebywał sobie w tym czasie w teatrze. Stary Żyd był z tego bardzo niezadowolony, skarżąc się na pryncypała Rzeckiemu.

Innym razem odmówił na zaproszenie mecenasa, prawej ręki księcia, bo wybierał się na przedstawienie, co tamtego bardzo uraziło.

Następnym razem zaś zaprosił ze sobą Obermana na sztukę. Wiecznie Rzecki słyszał tylko teatr i Rossi. Denerwowało go to i jednocześnie smuciło.

Pewnego dnia, kiedy miał powiedzieć Wokulskiemu co sądzi o jego postępowaniu, ten zjawił się w sklepie oświadczając staremu przyjacielowi, że ma wybrać się do teatru a po 3 akcie wręczyć artyście album o Warszawie. Wściekły Ignacy spełnił jego prośbę.

Po przybyciu do teatru zreflektował się, że jego strój wzbudza zaciekawienie innych obecnych. Szukając wyjścia z sytuacji, gdy tylko spotkał znajomego poprosił go o przysługę. Dał mu swoje miejsca, prosząc o wręczenie albumu artyście, by sam mógł się usunąć w cień.

Sam zaś siadł z tyłu i ze zdumieniem spostrzegł, że Stanisław przez całe przedstawienie przypatruje się tylko pannie Łęckiej, ta zaś nie zauważając jego przyjaciela tym samym wzrokiem obdarza artystę.

Nie uszło jego uwagi też to, iż ludzie w różnych stron sali zaczynają klaskać podczas przedstawienia na sygnały dawane przez Wokulskiego. Wytłumaczył sobie jednak, że tylko mu się to wydawało i po ostatnim antrakcie udał się na piwo. Zastanawiał się nad tym co widział w teatrze, dumał nad zachowaniem Wokulskiego. Nie był zbyt zachwycony przedstawieniem, ale nie chciał tego mówić Wokulskiemu sądząc, że ten chciał mu tym zaproszeniem zrobić przyjemność.

Wypiwszy 7 piw. Zaowocowało to powrotem wspomnień z wojska. Podpity Rzecki wrócił do domu. W nocy śnił o przedstawieniu i o wlepionym w Izabelę wzroku Stacha. To zapatrzenie doprowadziło Wokulskiego, w śnie Ignacego rzecz jasna, do upadku z wierzy. Przerażony subiekt wybudził się po tej scenie. Kolejne widzenia senne były podobne. Rzecki był nimi bardzo zmęczony.

Najgorsze jednak było to, że nie miał on ochoty iść do pracy. Całe te wydarzenia zaowocowały czterdziestominutowym spóźnieniem Rzeckiego do pracy. Zakradał się do kantorka tego dnia jak złodziej, będąc bardzo zawstydzonym.

W biurze dostaje list od Klejna, skierowany do Wokulskiego. Subiekt otworzył go bo było napisane, że jest on pilny. Biorąc z rąk Klejna korespondencje, Ignacy zaczął czytać. Ktoś namawiał w nim Stanisława by odstąpił on od kupna domu Łęckich.

Klejn wysuwa domysł, że list pochodzi od Krzeszowskiej, która chce w ten sposób nakłonić Wokulskiego do zmiany zamiarów. Bo tylko taką drogą uda jej się wygrać licytację. Rzecki jest bardzo zdziwiony informacją o planach Stacha wobec kamienicy, nic bowiem na ten temat nie wiedział. Rozmowę przerywa im wejście klienta.
Podczas rozmowy z Henrykiem, Rzecki dowiaduje się, że Wokulski bardziej zaufał Żydowi niż jemu. Nie umiał jednak wprost spytać przyjaciela, postanowił jednak udać się następnego dnia na licytację. Urażony ignoruje pytania zadawane mu przez Wokulskiego. Ten zaś czuje się opuszczony nawet przez przyjaciela i wychodzi ze sklepu.

Późnym popołudniem do sklepu wchodzi Mraczewski, wyrywając Ignacego z zadumy. Przynosi on plotki o Napoleonie i informacje o wizycie Suzina i Stawskiej u Wokulskiego.

Mówi też o propozycji Suzina skierowanej do Wokulskiego, by ten wraz z nim pojechał do Paryża, bo szykują się tam jakieś ważne interesy. Ten zaś odmówił. Ta informacja bardzo zmartwiła starego subiekta.

W nocy Rzeckiego prześladują koszmary, rano zaś zrywa się i udaje na licytację. Wie, ze może mu ona wiele wyjaśnić. Jednocześnie ma wrażenie, że wszyscy mają mu za złe odejście od obowiązków. Podjąwszy jednak decyzje idzie do sądu.

Słyszy przed nim rozmowę adwokata z Łęckim. Pan Tomasz liczy, że za dom dostanie 120 tysięcy. Subiekt ma nadzieję, że tak się stanie. Bo Stach planował wydać przecież tylko 90 tysięcy. Jego nadzieję burzy jednak spotkanie starego Żyda. Spotyka na schodach panią Krzeszowską. Zaczyna się czuć źle w gmachu sądu, postanawia wiec udać się do kawiarni, gdzie zamawia czekoladę. Ma do licytacji jeszcze blisko godzinę.

W tym samym lokalu Żyd umawia się z kimś na podbijanie licytacji, dając mu 25 rubli za udział w niej. Ignacy ma już dość tego wszystkiego. Wychodzi i udaje się do Kapucynów w celu odnalezienia spokoju. Spotyka tam jednak Łęckiego i baronowa Krzeszowską. Udaje się więc pod gmach sadu.

W pewnej chwili pada informacja o początku licytacji, przed sadem robi się zamieszanie. Do sali wtłacza się cała rzesza starozakonnych. Każdy z nich, próbuje namówić Krzeszowską, albo Łęckiego na pieniacze z podbijanie stawki. Z boku Rzecki słyszy spór Krzeszowskiej z jej adwokatem odnośnie licytacji.

Ignacy słyszy uwagi wśród zgromadzonych, że Łęccy doprowadzą do upadku Wokulskiego. Bo on jest zaślepiony uczuciami.

Podczas licytacji panuje zamieszanie, ostatecznie jednak dom zgodnie z planami Stanisława kupuje Szlangbaum za 90 tysięcy rubli. Łęcki, który liczył na więcej jest niepocieszony. Ignacy nie chcąc uwierzyć w takie zaślepienie przyjaciela, opuszcza salę rozmyślając, że przecież Żyd kupił kamienice, nie Stach. Nie dopuszcza do siebie myśli, że wszystko to działo się na polecenie Wokulskiego.

Następna część streszczenia - rozdział 19

Poprzednia część streszczenia - rozdział 17


Szukaj innych prac na sciagawa.com.pl (wyszukiwanie wewnątrz strony):
Twoja wyszukiwarka
Strona główna