O 13 Rzecki wrócił z licytacji, męczony wyrzutami sumienia. Nie dość że opuścił dzień pracy, to jeszcze od 2 tygodni nie zmienił wystawy sklepowej.
Po przekroczeniu progu, od razu trafia na Mraczewskiego. Ten informuje go iż Wokulski nie jadąc z Suzinem może stracić nawet 50 tysięcy rubli.
Do sklepu przyniesiono list od Izabeli Łęckiej do Wokulskiego. Rzecki zaczyna się domyślać, że plotki nie były plotkami, tylko przez tę kobietę pryncypał tak się zachowuje.
Wokulskiego znajduje w swoim mieszkaniu. Oddaje mu list, jednocześnie usiłując namówić do wyjazdu z Suzinem. Wokulski podając mu list do ręki mówi, że ma ważniejsze rzeczy do załatwienia.
Rzecki niewiele rozumie z listu, mówi jednak Wokulskiemu, że się na nim zawiódł. Sam był kiedyś zakochany, ale z miłości nie robił takich głupot jak Stanisław. Mówi też o tym, iż trzeba uważać gdzie się lokuje uczucia.
Rozmowę przerywa im Lisiecki informując, że Łęcki chce się zobaczyć z Wokulskim. Rzecki opuścił pokój, a pan Tomasz w okropnym stanie wszedł do pokoju. Załamany jest sumą jaką otrzymał za dom, a która w jego mniemaniu jest z za niska. Wokulski zaopiekował się nim, po czym kazał podprowadzić powóz by odwieźć go do domu. Aby go uspokoić Wokulski składa mu propozycję 10 tysięcy rubli rocznego procentu.
Do pokoju wchodzi Henryk, mówiąc Łęckiemu, że jest synem tego człowieka, którego odsadza od czci i wiary Łęcki, a który kupił jego dom. Tłumaczy też Tomaszowi, że nie straci na tym interesie i niech przestanie rozpaczać. Nie zważając na protesty Wokulskiego żegna się i wychodzi.
Po powrocie do domu skarży się córce, że taki kiepski wynik uzyskała licytacja. Jednocześnie nadmienia o umowie z Wokulskim.
Izabela widząc stan ojca, każe mu się iść położyć. Tomasz leży i rozmyśla nad ostatnimi zdarzeniami, nagle zza ściany dobiega go kłótnia. Jeden z wierzycieli przyszedł odebrać długi.
Izabela obiecuje zwrot należności, nawet gdyby miała poświecić wymarzoną podróż do Paryża.
Podczas rozmowy ojcem, dowiaduje się, że mimo długów za sprawą Wokulskiego i tak pojadą w zaplanowaną podróż. Następnie wypowiada się o Stanisławie w samych superlatywach, uważając go za ich dobrodzieja. Izabela jednak zastanawia się czy to naprawdę jest takie piękne jak wygląda. Legną się w niej jakieś obawy.
Ich rozmowę zakłóca przybycie hrabiny Karolowej. Przybyła tłumaczy, że suma jaką uzyskali ze sprzedaży nie jest wcale taka mała. Jej zdaniem i tak uzyskali wiele, bo dom wart był najwyżej 70 kilka tysięcy.
Niby mimochodem wspomina pannie Łęckiej o powrocie do kraju Kazia Sitarskiego, który był dawnym konkurentem do ręki Izy. Ciotka sugeruje, że panna powinna rozpatrzyć jeszcze teraz jego propozycję. By im to ułatwić zaprasza ich do siebie na wakacje, proponując by zrezygnowali z wyjazdu do Paryża.
Po informacji Izabeli o stanie Tomasza, postanawia iść go odwiedzić. Po jej wyjściu, Łęcki udaje się o 10 spać. W tym czasie Bela z Florentyną rozmawiają o powrocie Kazimierza.
Florentyna każe się pannie zastanowić kto lepszy Wokulski czy Starski. Izabela jednak oświadcza, że Wokulskiemu wystarczy uścisk jej ręki by dalej trwał w zachwycie nad nią. Flora próbuje ukazać jej bezsensowność takiego myślenia, jednak widząc, że nic to nie da żegna się i wychodzi.
Poranek przyniósł kolejna wizytę Żydów, Izabela uświadomiła sobie, iż bez Wokulskiego nie dadzą sobie teraz rady. Wysyła do niego list z prośba by pomógł im spłacić długi. Sama zaś w skrytości modli się, by w tej chwili do ich domu nie przybył Starski i nie zobaczył wierzycieli.
Izabela otrzymuje 3 listy. Jeden jest od hrabiny, która informuje, że po południu będzie u nich Starski i że spotka się konsylium nad Tomaszem. Drugi jest od baronowej, która donosi że to Wokulski pod przykrywką kupił ich dom.
Izabela idzie z tym do ojca, pan Tomasz twierdzi, że może to prawda i może po prostu Wokulski chce tak zarobić. Izabela jest jednak bardzo tym zaniepokojona. Na korytarzu spotyka znów Żydów domagających się pieniędzy, którzy kłócą się z Florentyną.
W chwilę później ma okazję powiedzieć Wokulskiemu co myśli o jego postępowaniu. Wokulski jest co najmniej zdziwiony jej zachowaniem. Załamała go reakcja i postawa Izabeli.
Przybycie Sitarskiego przerywa jednak ich wymianę zdań. Izabela dokonuje oschłej prezentacji miedzy mężczyznami. Sądząc, że Wokulski nie zna angielskiego rozpoczyna ona z przybyłym rozmowę w tym języku. Obraża w rozmowie Wokulskiego i kokietuje Kazimierza. Stanisław doskonale rozumiejąc wszystko wzburzony opuszcza dom.
Wcześniej jednak rozlicza się z Panem Tomaszem, dając mu do zrozumienia, że ich umowa obowiązuje tylko na rok, o on sam nie wie co po tym czasie może się wydarzyć.
Potwierdza tez krążące plotki, że to on kupił dom Łęckich. Jednocześnie oświadcza że po pół roku może on go odstąpić na korzystnych warunkach.
Żegna się i wychodzi, przed odejściem widzi jeszcze Izabelę, ale już bez adoratora. Oświadcza jej oschle, że w nocy wyjeżdża do Paryża.
Izabela idzie do ojca i rozmawiają o dziwnym pożegnaniu Wokulskiego. Dochodzą do wniosku, że obraził się on na nich za zachowanie Izabeli. Gdy ta robiła mu wymówki, na temat zakupu kamienicy.
Pan Tomasz jest załamany. Uważa, że wszystko stracone. Jednak po chwili mówi o Stanisławie, jakby z lekceważeniem: "...ale kto mógł przypuścić, że jest tak obraźliwy?... Taki sobie zwyczajny kupiec ..."
Poprzednia część streszczenia - rozdział 18