Rozdział 2

 

Streszczenie Rozdział II: Rządy starego subiekta.

Zmieniały się losy sklepu, jego właściciele i wygląd. Jedynym stałym elementem od 25 lat był Ignacy Rzecki. Mieszkał on w pokoju koło sklepu. Był to mały i niezmienny element tego krajobrazu, z wypłowiałymi firankami i wiekową pajęczyną. Nie poddawał się w żaden sposób zmianom narzucanym przez upływający czas. Był szary i ponury, wyglądał jak grób.

Pan Ignacy tak samo jak jego pokój nie zmienił się w swoich przyzwyczajeniach i zachowania od blisko ćwierć wieku. Wstawał zawsze o 6 rozpoczynając swoją poranną toaletę. O podobnej godzinie wstawał też, oddany druh Rzeckiego, pudel Ir, osobnik ślepy na jedno ono. Spał on w pokoju starego subiekta na kanapie.

Rzecki ubierał się jednocześnie nastawiając herbatę i wypuszczając psa na dwór. Wszystkie te zajęcia niezmiennie od 25 lat kończyły się koło godziny 6.30.

Po codziennym porannym rytuale Rzecki wychodził z pokoju by otworzyć tylne drzwi od sklepu. Po czym służący sprzątał sklep a Rzecki sprawdzał co danego dnia ma do załatwienia i lustrował asortyment sklepu, czy przypadkiem czegoś nie brakuje. We wszystkich zajęciach towarzyszył mu jego pies, kroczący za panem jak cień. Tak wyglądały codzienne rytuały Rzeckiego.

Opisanego dnia po Rzeckim przybył Klejn i po powitaniu się z nim Rzecki nakazał służącemu otworzyć sklep.

Mężczyźni zaczęli rozmawiać o Wokulskim. Klejn dopytywał się czy stary subiekt miał jakieś wieści od pryncypała. Zastanawili się też czy wybuchnie wojna, jednak jak powiada Rzecki –Wokulski w ostatnim liście uspokajał, że nic się nie stanie i będzie pokój.

Rozmowa dalej zeszła na tematy polityczne. Między Rzeckim, a Klejnem doszło do ostrej wymiany poglądów. Spór ten jednak przerwało przybycie kolejnego subiekta – Lisieckiego. I z kolei z nim rozpoczął spór Rzecki, tym razem o wygląd obu panów. Przerywało go wejście klientki domagającej się mosiężnej spluwaczki.

Koło 9 w pracy pojawił się najmłodszy z subiektów, około 20 letni przystojny Mraczewski. Tłumaczył swoje spóźnienie do pracy chorobą matki. Jednocześnie dał zgromadzonym do zrozumienia, że chce wyjść z pracy przed siódmą, ponoć to sprawa życia i śmierci. Na jego pokrętne tłumaczenie Rzecki kazał mu natychmiast zabierać się do pracy.
Lisiecki stanął w obronie młodego subiekta, mówiąc że w jego wieku nawet Rzecki umawiał się na randki.

Do sklepu wszedł kolejny klient zainteresowany zakupem kaloszy, wszyscy dotąd skłóceni panowie zgodnie współpracowali by zadowolić mężczyznę. Nim klient zdążył się zorientować co się dzieje, wyszedł ze sklepu z nowymi butami.

Rzecki był bardzo zadowolony z postępowania młodszych kolegów. Udało im się tak zakręcić kupującego, że bez słowa sprzeciwu zakupił buty drożej niż u konkurencji. Widząc minę starego subiekta pozostali zaczynają żartować, że wygląda jak Napoleon.

Całe zdarzenie wprowadziło Rzeckiego w tak dobry nastrój, że Mraczewski jednak dostał urlop przed 7 wieczór. W tajemnym zeszycie Rzeckiego pojawia się następnego dnia notatka, co robił młodzieniec tego wieczoru. Wcześniej znalazły się tam też informacje o pozostałych subiektach. Źródła ich jednak nigdy nie wyjawił stary Rzecki.

Koło pierwszej Rzecki przekazywał kasę Lisieckiemu, któremu mimo wszystko najbardziej ufał i szedł na obiad do swojego pokoju. Po nim na posiłek udawali się kolejno następni pracownicy, by o 3 stawiać się już w komplecie w sklepie.

O ósmej Rzecki zamykał sklep, pozostając sam podsumowywał dzień, przygotowując się do kolejnego. Długo zawsze rozmyślał nad każdą nie załatwioną sprawą, a gdy bywał w dobrym nastroju czytał bądź grywał na gitarze.

Nastrojony grą bądź lekturą śnił o węgierskich równinach i o wojskach tam walczących. Przeżywał walki a następnego dnia bolała go w pracy głowa.
Najbardziej jednak lubił Rzecki niedziele wtedy siedział i planował wygląd wystawy w oknie na cały tydzień. Był to dla niego bardzo ważny element wystroju sklepu, bo jak dobrze sądził na niego najpierw zwracali uwagę potencjalni klienci. Niekiedy podczas projektowania, Rzecki zaczynał bawić się zabawkami jak mały chłopiec, mrucząc przy okazji z zadowolenia.

Jednak po pewnym czasie zaczynał rozmyślania filozoficzne nad celowością czynności wykonywanych przez nakręcane zabawki i tracił humor. Zaczynał wtedy wałęsać się z psem po sklepie szukając odpowiedzi na takie np. nurtującego do problemy:

"Głupstwo handel... głupstwo polityka... głupstwo podróż do Turcji... głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy... Gdzież prawda?..."

Niekiedy zdarzało mu się takie wewnętrzne dywagacje wygłaszać głośno, przez co niektórzy uważali go za niezrównoważonego psychicznie. Niektórzy korzeni jego dziwnego zachowania poszukiwali w starokawalerstwie.

Ignacy Rzecki rzadko wychodził z własnego mieszkania zwiedzając najbliższa okolice. Jego strój i zachowanie zwracały uwagę co jeszcze bardziej zniechęcało do wypraw starego subiekta. Jego ulubionym zajęciem z czasem stawało się leżenie w pokoju i wyglądanie prze okno.

Przebywanie w zamknięciu i izolacji wywoływało jednak w starszym człowieku chęć wyrwania się z domu, gdzieś w daleką podróż. Zrodziło się pragnienie by zaraz po powrocie Wokulskiego opuścić Warszawę i wyjechać w okolice pamiętane z młodości.

Czuł się bowiem Rzecki jak w więzieniu. Nigdzie praktycznie nie wychodził. Nie miał z kim porozmawiać, bo albo ludzie go nie słuchali bada kpili tego co mówił. Nie było zaś Wokulskiego z którym Ignacy mógł porozmawiać. Osamotniony prowadził monologi i w sekrecie pisał pamiętnik.

Następna część streszczenia - rozdział 3

Poprzednia część streszczenia - rozdział 1

 

Szukaj innych prac na sciagawa.com.pl (wyszukiwanie wewnątrz strony):
Twoja wyszukiwarka
Strona główna