Pewnej brzydkiej marcowej niedzieli koło południa, kiedy miasto wydało się całkiem wymarłe w sowim pokoju siedział zadowolony Rzecki. Interesy w sklepie szły dobrze, zdąrzył już zaplanować wystawy na nadchodzący tydzień. Najbardziej jednak cieszył się z tego, iż niedługo wraca Wokulski. W myślach starszego pana rodziło się po raz kolejny marzenie o wyjeździe. Pozostanie mu zdać księgi, rachunki i za jakieś 2 miesiące jego plany się wreszcie urzeczywistnią.
Był w tak wspaniałym nastroju z tego powodu, że aż zaczął grać na gitarze. Obudziło to pudla. W pewnej chwili w oknie ukazuje się jakiś cień, a zachowanie psa sugeruje, że jest to ktoś obcy.
Po chwili otworzyły się drzwi i do pokoju Rzeckiego ktoś wszedł. Staruszek jednak nie rozpoznał przybysza, nawet gdy ten się do niego odezwał. Pierwszy przybyłego rozpoznał pies, radośnie merdając ogonem. Po chwili i Rzecki z niedowierzaniem poznaje gościa. Do domu wrócił Stanisław Wokulski. Powitanie jest bardzo wylewne. Rzecki opowiada przyjacielowi o tym co działo się w sklepie pod jego nieobecność.
Podczas przygotowanego na szybko poczęstunku panowie rozmawiali też o polityce. O tym, że mimo zbrojeń tak naprawdę wojna nie wybuchnie.
Wokulski mówi też Rzeckiemu o tym jak udało mu się pomnożyć majątek z 30 do 250 tysięcy rubli, w czasie gdy był w Turcji.
Podkreśla też, że są to pieniądze zarobione przez niego uczciwie. Mówi o tym jak bolały go słowa ludzi wypominających mu wzbogacenie się przez małżeństwo. Nie chce więcej tego przeżywać, nie chce liczyć na łaskę kogoś kto kupi u niego parasol, a on z tego coś bezie miał. Woli ryzykować niż dalej żyć jak żył.
Wraca jednak po chwili do tematu sklepu. Rzecki mówi o tym, że potrzeba jeszcze co najmniej jednego subiekta. Informuje o dobrze prosperującym interesie i o wzrastającej z dnia na dzień liczbie klientów. Wokulski dopytuje się, czy rodzina Łęckich nadal u nich kupuje. I czy panna Łęcka nie wyszła czasem za maż.
Okazuje się, że stary Łęcki bierze u nich na kredyt częściej niż kupuje. Panna Łęcka nadal pozostaje sama, bo ojciec jest już prawie bankrutem a nikt nie chce damy bez posagu. Wokulski oddycha z ulgą słysząc te informacje.
Nagle Wokulskiego opanowuje jakaś nostalgia, cały czas mówi o tym jak bardzo tęsknił za Rzeckim. Jak ciężko mu było z dala od domu.
Wokulski wypił znów wina i toczył dalej swoje wyznania. Widoki widziane na obczyźnie przywoływały u niego wspomnienia rodzinnych stron. Póki miał wiele zajęć dawał radę, jednak gdy trafiały się wolniejsze chwile, strasznie cierpiał tęsknoty. Rozrywała go wtedy jakaś nieopanowana wewnętrzna rozpacz.
Rzecki mówi przyjacielowi, że chyba wie za czym on tak bardzo tęsknił, a właściwie za kim. Sugeruje by Stanisław przestał pić bo może za dużo powiedzieć. Panowie kończą rozmowę w pokoju Rzeckiego i udają się do sklepu. Skończywszy to zajęcie, Wokulski kupuje coś w sklepie po czym wykręcając się zmęczeniem kończy oglądać swój dobytek. Razem z Ignacym wracają do mieszkania subiekta.
Nastepna część streszczenia - rozdział 5
Poprzednia część streszczenia - rozdział 3