Rozdział 5

Streszczenie Rozdział V: Demokratyzacja pana i marzenia panny z towarzystwa

Pan Tomasz Łęcki z córką Izabelą i kuzynką panną Florentyną, mieszkają, mimo posiadania własnej kamienicy, w wynajętym mieszkaniu w Alejach Ujazdowskich. Mieszkanie jest spore, suche i jasne. Wyposażone jak na owe czasy dość luksusowo. Wyposażony był w funkcjonalne meble, nie powodującego wrażenia zagracenia mieszkania. Zarazem były to wnętrza dość ciekawe.

Tomasz Łęcki to ponad sześciesięcioletni pan. Niezbyt wysoki, krwisty dość puszysty. Nosi się prosto dając wrażenie ogólnej powagi. Pochodził z rodziny w której wielu było senatorów. Ojciec jego był bogatym człowiekiem, on zaś przez wydarzenia historyczne i polityczne stracił jednak sporo majątku. Sam zaś Tomasz obracał się w wysokich sferach i znał wielu znakomitych ludzi.

Obecnie większość czasu spędza on w Warszawie. A po rozniesieniu się plotki, że zubożał tak bardzo, iż stracił nawet posag córki utracił wielu znajomych i jego dom będący kiedyś miejscem spotkań znacznie opustoszał.

Izabela w przeciwieństwie do ojca nie zerwała wszystkich znajomości. Od czasu do czasu odwiedzała hrabinę Karolową i jej przyjaciółki. Zrodziło to plotki, iż nie stracili całego majątku, a postępowanie pana Tomasza to wynik jego zdziwaczania. Poza tym mówiono, że w ten sposób chce on znaleźć córce męża, który weźmie ją z miłością, a nie dla pieniędzy. Zaowocowało to kolejnym nalotem wielbicieli. I w tym momencie pojawiła się kolejna pogłoska o bankructwie Łęckich. Towarzystwo poczuło się lekko zdezorientowane. Nikt nie wiedział w końcu co tak naprawdę ma miejsce. Adoratorzy zaczęli zachowywać wielką ostrożność w zalotach.

W tym czasie pan Tomasz w dzień spacerował po Alejach wieczorami grywał w karty. Wprowadzało to jeszcze większy zamęt w towarzystwie. Sama Izabela zaś traktowała niezdecydowanych zalotników z chłodną obojętnością.

Panna Izabela była piękną kobietą, o dość oryginalnej urodzie zwracającej powszechną uwagę. Jej sposób bycia i wypowiadania się też robił olbrzymie wrażenie w towarzystwie. Miała ona bowiem w sobie jakąś tajemnicza siłę przekazywania swoich emocji różnymi sposobami.

Od dziecka wychowywana była w luksusie dostawała to co najlepsze. Całe życie wydawało się jej nieustannym pasmem radości i wiosny. Żyła we własnym świecie, kładła się spać o przeróżnych porach dnia i nocy. Zdawało się jakoby dla niej nie istniały różnice kulturalne i geograficzne. Wszędzie dla niej było tak samo.

Wszędzie wszyscy służyli jej pomocą. Wysługiwali każdej czynności. Dojrzewała jak kwiat pod kloszem. Odsuwano od niej zmartwienia, problemy. Chroniono na każdy możliwy sposób praktycznie przed wszystkim.

Doprowadziło to do tego, że gdy dwa razy będąc w podróży na morzu spotkała ją olbrzymia burza, ona pozostała nieświadoma niebezpieczeństwa, a cała sytuacja ją bawiła.

Otaczała się samym eleganckim towarzystwem, nie bratała się z pospólstwem. Czasami do elity dołączył ktoś zwykły wyróżniający się na przykład doskonałym wykształceniem. W tym towarzystwie spędzało się czas na balach i spotkaniach.

Izabela widziała też świat zwyczajny, szary, biedny. Jednak i on wydawał jej się ciekawy. Traktowała go jednak jak ruchomy obraz. Nie wnikając w to wszystko co jest rzeczywistością obserwowanych ludzi uważała, że to co robią z czystą przyjemnością. Nie zauważała łez, znoju i bólu. Np. sądziła, że panny szyjące suknie są bardzo szczęśliwe. Wysunęła takie wnioski tylko dlatego, że zawsze gdy brały kolejne miary na jej kreacje miło się uśmiechały.

Nie będąc jednak całkiem ślepa widziała też czasami beze. Sadziła jednak, że jeśli da ofiarę żebrakowi czy biednemu spełnia dobry uczynek wobec Chrystusa.

Jednak ich sytuację tłumaczyła sobie słowami z Pisma Świętego: "W pocie czoła pracować będziesz." Jej zdaniem ci, którzy byli biedni zostali skazani na pracę przez swoje grzechy.

Największe wrażenie w tym niższym świecie zrobiła na niej fabryka żelaza. Poczuła się tam jak w piekle. To co tam zobaczyła w jej głowie stało się ilustracją Nieboskiej komedii.

Po tych doświadczeniach Izabela zrozumiała, jak bardzo kocha swój świat rozrywek i zabawy. Wiedziała też, że można do niego wejść tylko przez urodzenie i majątek.

Rozumiała doskonale, że taki odpowiedni status społeczny może jej dać dobre wyjście za mąż. Z rozmów z mężatkami zaś wyciągnęła wnioski, że nie ma szczęścia w małżeństwach. Będąc młodą, bo niespełna osiemnastoletnią kobietą miała ugruntowany swój pogląd na mężczyzn i czuła się całkowicie zniechęcona małżeństwem. Była oschła i nieprzyjemna w stosunku do kolejnych adoratorów, doprowadziło to do takiego stanu, że nagle zrodziła się wokół niej pustka.

W pewnej chwili Izabela dojrzała do myśli, że czy jej się to podoba czy nie, musi zgodzić się na jakieś małżeństwo, bez względu na konsekwencje tego kroku. Wymarzył jej się mężczyzna spełniający na raz 3 warunki. Miał być piękny, utytułowany i majętny. Niestety przez kolejne kilka lat nie trafił jej się kandydat spełniający te trzy wymogi.

W chwili gdy rozeszły się plotki o bankructwie pana Tomasza, sprawa przedstawiała się dla Izabeli jeszcze gorzej. Pozostało bowiem tylko 2 adoratorów wcale nie przypadających pannie do gustu.

Izabela wahała się bardzo długo czując wstręt do obu adoratorów, co zniechęciło ich skutecznie. Panna rozpatrywała jaka drogę działania objąć, czy wybrać jednego nich czy liczyć, że odzyskają majątek i znów będzie miała tłumy kandydatów?
Na razie pozostając sama kupiła sobie replikę rzeźby Apollona, poświęcając mu swoje uczucia. Śniła nawet po nocach o nim, a on w jej snach ożywał i adorował ją.

Bóstwo przybierało różne postacie, nawiedzając też myśli Izabeli, rozpływała się wtedy w marzeniach o wspaniałym kochanku.

W czasie takiego uniesienia, blisko rok temu zobaczył ją pewnego razu Wokulski. I zawładnęła ona jego sercem. W tym samym czasie pan Tomasz zerwał kontakty towarzyskie. Zajął się za to grą w wista z pomiatanymi przezeń wcześniej ludźmi. Głosząc przy tym mile przyjmowane w tym nowym dla niego towarzystwie hasła, że arystokracja nie może się wywyższać.

Ojciec balował, a Izabela spędzała czas w samotności, rozmyślając nad dawną świetnością ich domu i gośćmi, którzy tu bywali, a teraz całkiem o nich zapomnieli.

Jedyną osobą, która utrzymywała z nimi kontakty była hrabina Karolowa. Mimo wszystko bywała ona w domu Łęckich, a Izabela chadzała do niej na spotkania. Jednocześnie namawiając pannę na zamążpójście. Podczas jednej ze swoich wizyt, hrabina uświadomiła Izabeli w jak katastrofalnej sytuacji są fundusze jej rodziny. Kobiety wspólnie usiłowały znaleźć wyjście z sytuacji.

Nastepna część streszczenia - rozdział 6

Poprzednia część streszczenia - rozdział 4

 

Szukaj innych prac na sciagawa.com.pl (wyszukiwanie wewnątrz strony):
Twoja wyszukiwarka
Strona główna