Poranek w Wielki Piątek uświadomił Wokulskiemu, że Izabela z ciotką tego i następnego dnia będą kwestować przy grobach. Cały dzień walczył ze sobą, nie wiedząc, czy udać się tam czy nie. W piątek pozostał w domu. W Wielką Sobotę postanowił jednak pojawić się w kościele na Krakowskim Przedmieściu. Kierowała nim jednak bardziej chęć zobaczenia Izabeli niż duchowa potrzeba.
Na miejscu doszedł do wniosku, że tak naprawdę w kościele modlą się tylko ludzie ubodzy, bogaci zaś traktują to miejsce jako okazję do kolejnych spotkań. Widział też tę część kościoła, która już nie żyje, a swoim wstawiennictwem wspiera monumentalne budynki Kościołów. On sam zaś miał poczucie, że nie pasuje do żadnej z tych 3 grup.
W pewnej chwili dostrzegł kwestującą hrabinę Karolową z Belą. Mimo, że zachęcało go wiele osób to właśnie na ich tace złożył chojny datek. Hrabina będąca mu bardzo wdzięczna uciszała nieuprzejme uwagi panny Łęckiej, jednocześnie zapraszając Wokulskiego by siadł z nimi przy stole.
Powołując się na długą znajomość z pryncypałem hrabina wstawia się u niego za Mraczewskim, a nieprzyjemne uwagi na jego temat padające z ust Izabeli powodują, że Wokulski zaczyna zmieniać zdanie o swoim byłym pracowniku. Postanawia dać mu posadę, ale w Moskwie, a ze względu na chorobę jego matki podwyższyć mu dodatkowo pensje.
Do stolika podchodzi grupka dzieci, a Wokulski zbiera się do wyjścia. Zamienia jeszcze kilka zdań z Izabelą i na pożegnanie zostaje zaproszony przez hrabinę na świecone.
Nie opuścił jednak kościoła tylko skrył się w konfesjonale przypatrując się stamtąd obiektowi swoich uczuć. Dochodzi po pewnym czasie do wniosku, że ta panna wszystko to co robi, robi tylko dla ludzkiego szacunku i poklasku. Z myślą, że musi załatwić dwie rzeczy: kupić powóz i nauczyć się angielskiego zaczął rozglądać się po kościele i obserwować modlących się tam ludzi.
Nagle dostrzegł kobietę która umalowana i wystrojona podeszła do krzyża i złożyła na tacy dużą ofiarę, obserwowana przez wszystkich zgromadzonych. Co rzuciło się w oczy pryncypałowi, to że nie dotknęła ona krzyża. Za chwile zaś zobaczył i usłyszał rozmowę innej kobiety ubranej skromnie, ale schludnie, która weszła do kościoła z córeczką. Kazała dziecku iść położyć ofiarę i ucałować krzyż. Po czym tłumaczyła dziecku, że teraz powinna się pomodlić. Wokulski przypatrując się im doszedł do wniosku, iż ta piękna aczkolwiek wyglądająca na nieszczęśliwa kobieta, musi być wdową.
Następnie jego widok przykuła znów Izabela z Karolową. Do ich stolika podszedł jakiś młody mężczyzna na którego Izabela zarumieniła się. Po chwili zaś cała trójka opuściła kościół. Wokulski zaczął wzrokiem poszukiwać kobiety z córką tej jednak nie było. Pozostała jednak klęcząca przed krzyżem elegancko ubrana młoda kobieta.
Zauważył na jej twarzy łzy, ta zaś podniosła się ucałowała krzyż i ruszyła w kierunku kruchty, gdzie rozdawała jałmużnę biednym. Wokulski dogonił ją i zaproponował by poszła z nim. Chce jej pomóc. Prosi starego subiekta by na chwilę zostawił ich samych. Rzecki wychodzi, a naciskający na dziewczynę Wokulski dowiaduje się ku własnej zgrozie, że dziewczyna udała się do kościoła dla rozrywki, a płakała bo pokłóciła się z gospodynią i życzyła jej śmierci.
Wokulski mimo wszystko chce jej pomóc wyrwać się z domu gdzie jest nieszczęśliwa. Obiecuje spłacić jej długi i pomóc, pod warunkiem, że nauczy się szyć i pójdzie do Magdalenek. Dziewczyna mająca 19 lat nie chce się początkowo zgodzić. W końcu jednak ulega. Pisze jej list z referencjami po czym odsyła swoją nową znajomą.
Po powrocie do pokoju, Rzecki usiłuje się dowiedzieć kim była ta dziewczyna. Chwilę rozmawiają z Wokulskim po czym Rzecki wychodzi.
Zgodnie z zaproszeniem w Wielkanoc Stanisław Wokulski udaje się do hrabiny Karolowej. Jego widok powoduje dość mieszane uczucia. Podczas toczonych na salonach rozmów dostrzega on Izabelę rozmawiającą z młodzieńcem, który dzień wcześniej zabrał obie panie z kościoła. Psuje mu to humor i to mocno. Wśród zgromadzonych gości zostaje przedstawiony prezesowej Zasławskiej. Wypytuje ona Stanisława o jego stryja a dowiedziawszy się iż ten nie żyje zaczyna płakać. Izabela odprowadza ją do pokoi, a Wokulski przez ten incydent staje się obiektem wielu spojrzeń.
Postanawia więc udać się do domu, zatrzymuje go jednak książe, który postanawia kontynuować przerwaną wcześniej rozmowę o interesach i handlu. Nie kończą jednak w pełni tematu, bo Wokulski zostaje zaproszony na dalsza rozmowę przez prezesową.
Dowiaduje się iż kochała ona bardzo jego stryja, prosi go tez o to by na jego grobie pomnik z kamienia na którym siadali. Namawia też Wokulskiego by ten ją często odwiedzał.
Wokulski postanawia opuścić towarzystwo, po drodze do domu zauważa człowieka, który dzięki wdrapaniu się na namydlony słup zdobył nagrodę i chwilową uwagę otoczenia. Chwilową, bo po krótkim czasie już nikt nie zwraca na niego uwagi.
Całe to zdarzenie zmusza Wokulskiego do kolejnej refleksji. Czuje się jak ten krótkoterminowy triumfator. Pojawia się u niego myśl, że arystokracja interesuje się nim tylko obecnie, za chwilę zaś wszyscy o nim zapomną. Ma też wrażenie, że wszystko wokół dzieje się zbyt szybko. Wracał do domu z wrażeniem, że gdzie by się nie obejrzał tam widzi Izabelę.
Po powrocie do domu panna Łęcka opowiadała Florentynie o przyjęciu. Nie podobało jej się to, że Wokulski stał się głównym jego bohaterem. Mówiła o nim z pewną irytacją w głosie.
Florentyna jednak podsumowała to ze smutnym uśmiechem, iż jest on tylko atrakcją sezonu. Ten splendor przeminie, wie o tym bo kiedyś też była taką gwiazdą. Uspokaja Belę, iż to się niedługo skończy. Na co panna Łęcka odpowiada, że boi się Wokulskiego.
Następna część streszczenia - rozdział 10
Poprzednia część streszczenia - rozdział 8