tom 2 rozdział 10

Rozdział X: Pamiętnik starego subiekta.

Pewnego wieczoru Rzecki udaje się do pani Stawskiej by zgodnie z planami ostrzec je by nie siadały w  oknie. Co też czyni. Pani Misiewiczowa mówi mu, że dla nich siedzenie i wyglądanie przez okno to jedyna rozrywka. Bo na inne ich nie stać

Jednocześnie w pokoju obok pani Helena kończy lekcje, a gdy wychodzą uczennice rozpoczyna rozmowę z Rzeckim. Mówi mu o wizycie baronowej. Kobieta przyszła prosić panią Stawską o pomoc w porządkowaniu jej rzeczy. Bo spodziewa się szybkiego powrotu męża. Obiecała jej pieniądze za pomoc.

Z racji, że kobiecie potrzebne były pieniacze przystała na tę propozycję i całymi dniami pracowała u baronowej. Często ponad ustalony czas. Pani Stawska przedstawiła też jak wygląda życie Krzeszowskiej. Najczęściej kobieta spędza czas w pokoju swojej zmarłej córki, który wygląda jak za jej życia.

Pewnego dnia baronowa prosi Stawską, by ta wstawiła się za nią u Wokulskiego w sprawie kupna kamienicy. Zmieszana pani Helena odpowiada, że nie jest w stanie wyświadczyć jej tej przysługi. Jednak baronowa rzuca jej się ze łzami na szyje.

W tym miejscu Stawska przerywa opowiadanie pytając Rzeckiego, czy pryncypał faktycznie chce sprzedać kamienicę, na co Ignacy zdenerwowany odpowiada, że owszem planuje to zrobić, tak samo jak chce sprzedać sklep. Rozmowa zeszła w tym miejscu na Wokulskiego. Rzecki o 10 pożegnał się i poszedł do domu. Myślał o tym co usłyszał od pani Heleny na temat Wokulskiego. Kobieta była nim zauroczona.
Następnie w swoim pamiętniku Rzecki pisze o tym, że nawet książę interesował się kamienica. I o tym, czy Wokulski sprzeda ją Krzeszowskiej. Namawia go, by dał kobiecie jakąś ulgę. Wyprowadziło to Stacha z równowagi. Zapytał czemu to on ma dla przyjemności baronowej ponieść stratę materialna. Potem panowie pożegnali się, zdaniem Ignacego, bardzo chłodno.

W tym miejscu dochodzi subiekt, jak sam pisze, do sedna sprawy z procesem. Podczas kolejnej wizyty u pani Heleny słyszy z jej ust same dobre rzeczy o baronowej. Między innymi to, że pozwala jej zabierać dziecko ze sobą do pracy. A także pozwala Heli bawić zabawkami po swoim zmarłym dziecku. Jak mówi pani Helena, jej córce najbardziej podoba się lalka Mimi, która potrafi mrugać oczami i mówić mama.
Rzecki postanawia sprowadzić do sklepu taką lalkę i ułatwić kobiecie jej zakup. Po chwili słysząc rozmowę o zabawce do pokoju wpada dziewczynka. Rzecki pyta ja o baronowa. Okazuje się, ze Krzeszowska spytała kiedyś dziewczynkę, czy Wokulski często ja pieści. Dziewczynka odrzekła, że nie wie który to Wokulski. Rozmowa niedługo się kończy, a Rzecki po herbatce z bułeczkami udaje się do domu.

Tymczasem Krzeszowska postanawia kupić kamienicę za 100 tysięcy. Powoduje to przychodzenie jej mieszkańców na skargę do Wokulskiego. Kobieta bowiem wprowadziła swoje rządy, jednym podnosząc czynsz,  innym wypowiadając umowę.

W połowie grudnia pojawia się w sklepie pani Stawska w celu kupienia córce lalki. Wokulski obniża jej cenę, za lalkę żądając tylko 3 ruble. Kobieta bierze taką sama zabawkę jak ta, która bawiła się Hela u Krzeszowskiej. Jednocześnie Stawska mówi Rzeckiemu, że ma wymówioną umowę od Nowego Roku i przyznaje się do nieuregulowania rachunków z baronową.

W Wigilię 1878 roku Rzecki będąc w sklepie dostaje list od pani Heleny z prośbą o przybycie. Nim jednak do nich się wybrał przybył Wirski informując, że baronowa oskarżyła Stawską o kradzież lalki po jej córce. Wybuchł z tego wielki skandal.

Rzecki natychmiast udaje się do kamienicy, po drodze zawiadamiając Wokulskiego o całej sprawie. Ten każe subiektowi jechać od kobiet, sam obiecuje zjawić się tam za godzinę, mówiąc, że najpierw pojedzie do pani Milerowej.

W domu Stawskiej zastaje Rzecki wielki smutek i załamanie. Słyszy po raz kolejny żale i utyskiwania na to co je spotkało. Po pewnym czasie do mieszkania przybywa Wokulski.

Uspokaja kobiety mówiąc, że baronowa poniesie karę za fałszywe oskarżenia. Następnie informuje panią Helenę, że może rozpocząć pracę w sklepie pani Milerowej, będącym po części jego własnością.

Kobiety wdzięczne Wokulskiemu wyciszyły się i resztę wieczoru całe towarzystwo spędziło nad herbatą. Po Świętach zaś pani Stawska zaczęła pracę w sklepie, którą jest zachwycona.

W tym miejscu Rzecki wtrąca informacje o zwycięstwie Anglików w Afganistanie, którzy pod dowództwem generała Robertsa weszli do Kabulu, oraz o małych zawirowaniach w interesach z pewnym panem, niechybnie przez zwycięstwo Anglików. Jednocześnie w spółce do handlu ze Wschodem pojawiają się jakieś problemy, a w sklepie niesnaski wśród subiektów.

Rzecki już zdarzył zapomnieć o procesie, gdy pod koniec stycznia dostał wraz z Wokulskim wezwanie do sądu. Udał się do pani Stawskiej i zastał je załamane, następnego dnia przed sprawą także się pojawił w ich nowym mieszkaniu. Sprawa miała się odbyć o 10. Po powrocie kobiet z kościoła udają się na sprawę.

W sądzie okazuje się, ze właśnie trwa proces baronowej przeciwko studentom. Sędzia zasądza studentom zapłatę zaległego czynszu, bądź opuszczenie mieszkania.

Słysząc pozytywny wyrok dla baronowej, Pani Misiewiczowa mówi, że Helenka przegra, bo Krzeszowska na pewno w sądzie ma układy. Subiekt uspokaja kobietę. W tym czasie Wokulski je śniadanie z sędzią.

W końcu zaczyna się proces baronowej Krzeszowskiej przeciwko pani Stawskiej. Pani Krzeszowska mówi o tym, że Stawska u niej pracowała. Pewnego dnia stwierdziła, że zginęła jej lalka, pamiątka po jej córce. Kilka dni później jej przyjaciel Maruszewicz dojrzał ze swojego okna tę lalkę u Pani Heleny. Kobieta ponoć dla niepoznaki przebierała ją w inną suknie. Widziała to także Krzeszowska ze swoim doradcą, wezwani przez Maruszewicza.

Sędzia pyta Maruszewicza skąd wiedział, że to lalka baronowej, ten zaczyna coś kręcić i miedzy nim a Krzeszowską dochodzi do sporu. Następnie przesłuchiwana jest służąca baronowej. Pytana jest czy pokazana jej obecnie lalka należała do baronowej. W tej chwili odzywa się mała Hela, mówiąc, że tamta miała inne buciki.

Stawska na pytanie sądu, mówi, iż kupiła tę lalkę za 3 ruble w sklepie Wokulskiego. Sprzedawał ja Rzecki. Te informacje podważa jednak baronowa. Kolejną osobą wezwana do zeznań jest Rzecki, już ma zacząć swoja przygotowaną przemowę, gdy przerywa mu Wokulski. Oświadcza, że subiekt był wykonawcą jego poleceń. To on bowiem kazał sprzedać lalkę pani Helenie za 3 ruble. Podał też informacje jak rozpoznać, czy lalka obecna na sali była zakupiona u niego.

Sędzia rozpruwa wiec zabawkę by poszukać metek z nazwiskiem Wokulskiego. Co wywołuje u małej Heli smutek. Zapytuje matkę, czemu sędzia rozbiera jej Mimi, czemu ja kroi. Dziecko zaczyna płakać, a Wokulski obiecuje jej nową ładniejsza lalkę.

W tym czasie sędzia każe baronowej głośno odczytać metkę, na której widnieje napis: Jan Mincel i Stanisław Wokulski. Kobieta jednak milczy i za nią czyta Maruszewicz.

Sędzia obserwuje zebranych i zauważa dziwne zachowanie służącej baronowej. Wezwana do zeznań kobieta wyznaje, ze lalka Krzeszowskiej stłukła się, a tułowie jest na strychu. Po tych zeznaniach Stawska zostaje uniewinniona. Jednocześnie prowadzący sprawę mężczyzna mówi pani Helenie, że może wytoczyć proces Krzeszowskiej o potwarz, na co baronowa reaguje histerią.

Przed sądem na baronową czekali studenci ucharakteryzowani na trupa. Chcieli bowiem wystraszyć kobietę. Słysząc hałas wyskoczyli strasząc najpierw Misiewiczową, a potem Wokulskiego. Zrezygnowali wiec i udali się do domu piechotą.


Szukaj innych prac na sciagawa.com.pl (wyszukiwanie wewnątrz strony):
Twoja wyszukiwarka
Strona główna