tom 2 rozdział 9

Rozdział IX: Pamiętnik starego subiekta.

„Mamy tedy rok 1879” – tak rozpoczyna się kolejny fragment pamiętnika Rzeckiego. Nawiązuje on do dość burzliwego końca 1878 roku i nie lepszego początku roku następnego. W polityce jest niespokojnie, na świecie wybuchają wojny.

W Warszawie też była mała lokalna wojna. Doszło do procesu Pani Stawskiej z Hrabiną Krzeszowską. Hrabina oskarżyła bowiem tę kobietę o kradzież. Jak pisze Rzecki, Stawska została uniewinniona, ale kosztowało ich to wiele nerwów. Baronowa jednak musiała zapłacić Stawskiej 10 tysięcy rubli zadośćuczynienia.

Rzecki oskarża się, że cała ta sytuacja była przez niego. Przez to, że kazał się Wokulskiemu zainteresować sprawą Stawskiej.
Następnym wątkiem, który rusza Rzecki, jest tajemniczy dla niego wyjazd Wokulskiego do prezesowej. Jednocześnie mówi, że zrobi wszystko by wyswatać swojego pryncypała z panną Heleną.

Dalej subiekt wspomina listopadowy dzień, kiedy to Wokulski wrócił z Moskwy. Przywiózł z niej 70 tysięcy rubli, ale Rzecki nie wie co tam załatwiał. Kilka dni później ktoś zaczął ostrzegać Ignacego przed kontaktami Wokulskiego z Suzinem. Jednocześnie mówi, że postępowanie Stacha jest ogólnie potępiane. Jak można kupować w czasie gry trwa wojna. Ludzie podejrzewają, że Wokulski prowadzi jakieś nieuczciwe interesy.

Rzeckiego takie opinie wyprowadziły  równowagi . Sam zaś Wokulski przyjął to ze spokojem. Od tego czasu jednak Ignacy postanowił zapisywać wszystko co usłyszał o swoim przyjacielu.

Następnie jest mowa o Maruszewiczu. Wpadł do ich sklepu wyglądając jak magnat. Rzecki poddaje w wątpliwość jego uczciwość. Przynosi on informacje, ze baronowa Krzeszowska chce kupić kamienicę. Jednocześnie ofiaruje swoją pomoc w przeprowadzeniu dobrego interesu. Wokulski jednak nie jest raczej tym zainteresowany, a adwokat do którego poszedł Rzecki, mówi, że 90 tysięcy to na dziś dzień za mało. Jednocześnie dał do zrozumienia Rzeckiemu, że baronowej tak zależy, iż za sprzedaż powinni od niej dostać więcej.

Po tej rozmowie subiekt postanowił nie mieszać się już do sprzedaży kamienicy. Jednocześnie dochodząc do wniosku, że Maruszewicz to wielki frant.

W tym momencie pamiętnika Rzecki po raz kolejny wraca do tematu procesu Krzeszowskiej i Stawskiej.

W tym czasie z różnych powodów Ignacy był częstym gościem w mieszkaniu pani Heleny zwanej przez niego aniołem. Czuł się tam dobrze, widział z okna cała kamienice i był przyjmowany z wielką życzliwością. Poza tym chciał mieć oko na Krzeszowską i Maruszewicza.

Pewnego listopadowego dnia zapytał go Wokulski czy bywa u Stawskiej. Nie zaprzeczył. Wtedy ten poinformował go, że dostał list odnośnie Ludwika Stawskiego. Nic konkretnego, ale ktoś wpadł na jego ślad.

Po wielu namowach Rzeckiego Wokulski postanawia osobiście udać się do mieszkania pani Heleny. Stach przypadł do serca wszystkim mieszkającym tam paniom. Sam dostrzega urodę i delikatność pani Stawskiej. Jednak jego serce podbija jej córeczka. Podbiega bowiem do Stacha i aby podziękować mu za wieści o ojcu, całuje go w  usta, mocno obejmując małymi raczkami.

Wokulski wypytuje kobiety o sąsiadów, po czym postanawia odejść. Za drzwiami odpowiada na insynuacje Rzeckiego, że może się ożeni, ale nie z panią Helena. Całą ich wizytę obserwowali ze swoich mieszkań Krzeszowska i Maruszewicz. Hrabinę spotyka za to kara, dostaje bowiem śledziem od studentów mieszkających nad nią.

Następnego dnia do Wokulskiego przychodzi anonimowy list. Niewątpliwie autorstwa baronowej. List zwraca uwagę Stanisławowi, że pogarsza dodatkowo swoją reputację utrzymując kontakty z kimś o tak wątpliwej reputacji jak Stawska. Podobne złe zdanie wypowiada autor listu o Rzeckim i rządcy kamienicy. Jednocześnie nawołuje Wokulskiego by ten się opanował i sprzedał kamienice. Bo to dla niego same straty i przyczyna zła.

Ledwie Rzecki przestał czytać do sklepu wszedł człowiek, przedstawił się Wokulskiemu jak adwokat. Oświadczył równocześnie, że występuje w imieniu pewnego Litwina,  chcącego kupić kamienicę po Łęckich za 80 tysięcy rubli.

Zdenerwowany Wokulski odpowiada adwokatowi, iż Litwinem jest baronowa, a on sam usiłuje oszukać go na 10 tysięcy rubli i zagarnąć je dla siebie. Każe też przekazać Krzeszowskiej informacje, że do końca roku może kupić kamienicę za 100 tysięcy, potem cena pójdzie w górę. Nie słuchając już prób targów pożegnał przybyłego.

Rzecki uświadomił sobie, że baronowa kupi ten budynek za wszelką cenę. Ledwo to uczyni wyrzuci z niej studentów i Stawską. Bardzo go to zasmuciło. Zaczął szukać wyjścia z sytuacji. Miał nawet do nich iść, ale w końcu wylądował na piwie.

Tam dowiaduje się od Węgrowicza i Szprota, że Wokulski sprzedaje kamienicę. I to zapewne Żydom. Rzecki ledwie powstrzymuje chęć uderzenia Szprota gdy ten mówi iż działaniem Wokulskiego kieruje uczucie do Łęckiej. Uspokaja ich jednak Węgrowicz.

Rzecki wychodzi z knajpy, postanawiając już do niej nie wrócić. Wie, że za późno jest na wizytę u Stawskiej.

Następnego dnia w sklepie zapytuje Wokulskiego o sprzedaż kamienicy i pozorne plany matrymonialne względem Łęckiej. Wokulski odpowiada wymijająco: „ Gdyby tak... Więc i cóż?”. Rzecki stwierdził, że faktycznie cóż  w tym by było złego? I postanowił, że pójdzie na piwo, by przeprosić za swoje uniesienie Szprota. Znów nie poszedł do Stawskiej.

W ten sposób dowiedział się właśnie Ignacy o planach Stanisława i było mu z tego powodu przykro, o czym pisze.

Po wszystkich tych wydarzeniach wie już tez Rzecki za kim tęsknił Wokulski w Bułgarii i dla kogo zdobywał majątek.

Tę cześc pamiętnika kończy on uwagą, że miał pisać o procesie, a opowiedział to co działo się jak gdyby z boku. Mówi też o tym, że teraz opisze już główny problem.


Szukaj innych prac na sciagawa.com.pl (wyszukiwanie wewnątrz strony):
Twoja wyszukiwarka
Strona główna